poniedziałek, 13 lipca 2009

sanczo pansa

śmieję się często z siebie
moralność mi mówi:
wolno ci się z siebie śmiać
choć nie znam z natury pomysłu
ubarwiam sobie życie jak
w zaczarowanych misiach
tęczowy świat
można być pustelnikiem
i ciszy bogactwo znać
można też być społecznikiem
i ślepo brnąć przez świat
oczy otwarte szeroko
telewizyjny raj na gnojniku
i walka o pilota bo teraz oglądać chcę ja
tak to bywa 70 % w przeliczniku
sposobem przeżywa ten świat
brzydzę się tym pustkowiem
przesiany przez sito przyjaźni kształt
znajdujesz w garści utknięte zapisy
przyjaciel twój jest jeden, może dwa
kręcą cię fazy, kręcą imprezy
zostajesz na nich od zmierzchu do świtu
na ścianie wyryte więzienne zdobycze
jesteś gonzales - kapitan pękniętego odbicia
choć inaczej kształtowało cię bycie
kształtujesz swą przyszłość malutkim przebłyskiem
dostaniesz strzałów miliony z nikąd
i zniknie w przestrzeni myśl o życiu
lekkim jak piórko puszczone na wiatr

piątek, 27 lutego 2009

moralność

ciężko zadawać jest rany,
moralność żyje jak brat
wepchnąć w serce żelazo
zdobyć chciwości kwiat

udawać później, już nad ranem
wzrokiem subtelnie robiąc zwiad
oblany krwią złożonej ofiary
zakładać na siebie niewinny płaszcz

gniewne serce w rozum bije
policzkuje, wyzywa, nie chce znać
pyta, jak ten człowiek żyje?
moralność to jego kat

pole

to pole pomysłów
inaczej patrz,
choć drążę naturę umysłu
nie mogę przestać się bać

w fotelu wygodnym by usiąść
i tak siedzieć niczym gad
bez stwórstwa nowych domysłów
można też stać

powieje do ciebie świeżością
od razu więc ją łap
proszę korzystaj, bez namysłu
potem zamknij - zapomnij
kto dał?
- początek tego pomysłu-
i kto pole to siał?

pamięć ulotna w tych sprawach
i stąd ten wielki strach
żeby na pole weszli wszyscy
i każdy brał to co chciał