środa, 10 października 2007

Nad rzeką po dolinie

Nad rzeką po dolinie, kroki pielgrzyma

Idę nocą bo tak lepiej, idę nocą myśl otwarta

Ciemność skrada się mym cieniem

A codzienność jest spojrzeniem, które noszę

Milczę zatem, choć słów w ustach mam bez liku

Milczę…, choć słów milion na języku

Cień wiruje różnokształtny, odsłaniając swoje pozy

Czy to mój cień? Kto tam stoi?

Rozglądam się starannie penetrując okolicę

Stoję sam, słyszę tylko ciszę, ciszę…

Milczę zatem, choć słów w ustach mam bez liku

Milczę…, choć słów milion na języku

Ruszam w przody krok za krokiem, wolniej…

Walka moja ze zmęczeniem, -no dalej-

Czemu czujesz się samotny?

Dzień znów wstanie, wszystko zmieni…

Czekam idąc, hm… stoję?

Zwyciężyłem jedno życie,

Teraz wiem –moje-

Milczę zatem, choć słów w ustach mam bez liku

Milczę…, choć słów milion na języku

Brak komentarzy: