niedziela, 25 listopada 2007

polsko-m

zostawiam ślad
wykuty w kamiennym pyle
jak odbita stopa w przybrzeżnym piasku
- fala go zmyje

splatam wyrazy
alfabetem łacińskim w stron kuluarach
w zeszycie zapisane życie
w polskim państwie
w polskim słowie
w polskim micie
w polskim domu
w polskiej wódce
w polskiej polityce
i w polskich potrawach

podejmuje decyzje
figo-fago nie w mym typie
jest lwie serce i dużo odwagi
zostajemy -wygrywamy życie

środa, 21 listopada 2007

Czekanie...

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
Horyzont zmienia się w monotonię czasu i ciszy...

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
Informujemy uprzejmnie, że minęła kolejna minuta życia,
-jakbym tego nie wiedział-

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
nieustanność - milionowy przebieg wskazówki
-lepiej jak w starym mercedesie-

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
jakby w głowie młoteczki uderzały puk puk...
taniec z czasem

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
jak informacje; upływa młodość ciała
dziękujemy za sekundnik i lustro

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
mnie rozpier..ala.

czwartek, 15 listopada 2007

XXI - sztuka w nowym wydaniu

Dźwięków nadętych głupot
Nowinki do ucha by uchem
psyt - a ona, psat - a on,
Panteon w politeiźmie płaszczyzną
Sztuką w XX wydaniu

Farbą rozlane ulice
Miliony nowych obrazów
ech - a wczoraj, ach - a dzisiaj,
Rośnie w oczach nieczułość bytu
Sztuką w XXI wydaniu

Niewierność potęgą szatana
Prawdziwość w web.comie
ty mówisz ja jestem sztuką,
ja mówię jestem cesarzem,
Bajką o dwóch takich...,
co idą razem pod ramię
Tak właśnie ze sztuką
nowe będzie wydanie...

moje zapiski

Stanowię cząstkę tamtego czasu
W proch obraca się przeszłość
W słowa ubieram myśli
Bym mógł przy nich odetchnąć

Twarz zwrócona w promień słoneczny
Rozmarzona głowa wybyjała w obłokach
Lecę! Lecę! Lecę...

Kurz buchający w oczy
Mrozi milowe kamienie
Gdy wracam do nich myślą
Czuję w sobie odprężenie

Zamknięte oczy migot obrazów
W transie schowane orgazmy
Płonę! Płonę! Płonę...

czwartek, 8 listopada 2007

Jesteś

Dopadłaś mnie!
Wiedziałem, że nie będę musiał długo czekać.
Nadeszłaś tak nagle,
Wiem dlaczego znów przyszłaś.


Mogę powiedzieć:
Spodziewałem się ciebie trochę wcześniej.
Dawno, dawno!
Nie czułem na sobie tych dreszczy.


Postać odległa?
Poznałem cię od razu, widziałem dziesiątki twych twarzy.
A jednak!
Twoja osoba jest nadal mi obca.


Ugaszczam cię!
Mam tylko słabośc na kolejne twoje oblicza.
Odporność jest obroną!
Następnym razem bardziej postarasz się tu dostać.

Pytania...

Ruszył pociąg, osobowo-osobowy

Podróżuje do swego wnętrza

Zwanego bardzo zagadkowym?


Przemierzam cierpień pustynie

Wbrew swej woli idę

Patrząc czy nic mnie nie minie?


Błądzę po świecie szukając ciebie

Nie wiedząc jak wyglądasz

Czy spotkam cię dopiero w niebie?


Czasem wątpię zatrzymując kroki swe

Lejąc łzy strumieniem

Pytam Boga czego chce?

Własne wartości

Komiczna sytuacja:

Tylko wyobraźnia ucieleśnia - Nasze widzenie siebie


Sporządzić warto;

Typ konstruktywności zachowania - Jako odpowiedź na presję


Bardzo miły pomysł:

Ażeby całą silą walczyć - O własne stanowisko

Ziarnko

Wysyłam do ciebie

Ziarnko goryczy

Gdy wykiełkuje

Błędy twe policzy

Staniesz się wtedy

Bogata w mądrości

Których nie zaznasz

Dzięki pomyślności

Natury swej oblicze

Poznasz dokładnie

Lecz to co wstawało

Nagle upadnie!

Pani Jesień

Zwiędły listek spada z drzewa
Idzie jesień - Piękna Dama!
Pałszczem z liści jest odziana.
Wody sznurki lecą z chmurki
Chodzcie do mnie w me pazurki
I słoneczko !
Niech nie kładzie się w łóżeczko
A tu listek - a tu drzewko...

Widzenie

Widzę dusze czyste - a nie myte
Słyszę głosy puste - ale chwytne
Lubię słowa proste - a zawiłe
Czuję dotyk tkliwy - a nie własny
Kocham mieć swą miłość - a nie zawsze
Takie zycie krótkie - a nie łatwe

poniedziałek, 29 października 2007

hity ze zdartej płyty

przeglądałem zapiski - zakurzone w pyle
więcej w nich było myśli - nie policzyłem ile

dziewiczym piórem - zapisane dzieje
dziewiczym okiem - wymalowane myśli

mądrość w zapomnieniu -
mądrosć w nieporozumieniu -

inności

gdyby można było dozować życie
to już dawno bym przedawkował

inności

człowiek ulega pokusom:
bycia najważniejszym
bycia najlepszym
bycia jedynym
bycia głuchym
bycia gadatliwym
bycia gwiazdą
bycia ofiarą

...
-
-
-
- bycia samolubem



egoizm - źle sformuowana reguła silnego odczuwania potrzeby kochania samego siebie

inności

jedyny sposób na poznanie drugiego człowieka to wyciszenie własnych żądzy

inności

walka dobra ze złem istnieje tylko dla publiczności

inności

z braku siły to i piórko za ciężkie do dźwignięcia

inności

nieporozumienie wynika z braku cierpliwości

inności

trudno oceniać przybytku siłę
nie troszcząc się o własne zdanie

czwartek, 11 października 2007

sok z życia

stópka za stópką
zmierzamy w nieznane
chwile ulotnie - przez palce
chwytamy esencję
sok z życia

jeden po jeden
kręci się życie
słabość - objawiona złością
wytknietę błędy otoczenia
brak tolerancji

2007, 2008, 2009...
otwarte drogi
konformizmem - nabyte schematy
w tłumie samotnia
wiem że tak łatwiej

stópka za stópka
nabieraj pędy
siła - przeżyte życie
zerwać ze schematem
otwartość

Ulotnie przelotnie…

W palecie jestestwa

Proszę powietrza

Choć dymu wokół niczym wiatru

Kto ty jesteś, patrzę na ciebie z bliska

I płynie nuta, wiem że między nami jest iskra.

Stop, zatrzymam się w myśli na chwilkę

O co mnie pytasz, znów tajemnica

Dzwoni telefon.

środa, 10 października 2007

Król much

Kogo witam kogo goszczę?

Pozwól panie że uproszczę

To jest słońce, a to kupa

Słońce światło – kupa zupa

Kto przybywa kto przychodzi?

Pozwól panie bo to szkodzi

To jest brat wspaniałej mości

A to przydupas, każdy jej zazdrości

Dosyć gadań i tych bzdur

Głupiś ty jest jak ten wół

Słońce, kupa, brat, przydupas

Niech cię diabli

Tęsknić…

Widziałem kwiaty purpurowe

O niezrównanej urodzie

Widziałem niebo srebrzyste

Jak łuska w wodzie

Ziemię oblaną w błękicie

Co tęczy oddaje swą zorzę

I księżyca źrenicę

W czerwonym kolorze

Czułem w sobie szaleństwo

Od skalnego uroku

I zboczyłem z mej drogi

Nie zmieniając kroku

Lekki powiew wiatru

Schwytany w białe żagle

Zmiana, selektywna odwrotność

Tak szybko, tak nagle

I czasem siadam samotnie

W kącie jak mysza

Powracam do złudzeń

Lecz w sercu jest cisza

Znikają żagle, skały, kwiaty

Odchodzą by nie nęcić

I zostajesz ty!

Dzięki tobie umiem tęsknić…

Tak mało trzeba

Noce, niespokojne, zlane smugą deszczu

Troski dnia codziennego

Nie pamiętne chwile szczęścia

Lecz niematerialnego.

Dążenie, chaotyczne, do doskonałości

W milczeniu przebyta droga,

W samotności przetarty szlak

Z prośbami do Boga.

Zmiany, trudne, własnego wizerunku

Ukazane niepełne komunikaty

Ukryte programy w rozmowach

I cel: Być bogaty.

Do szczęścia tak niewiele...

Z przyjacielem u boku

Który, w zagadkach życia

Dotrzyma Ci kroku

Słówietrze

Nie szukam klejnotów

Co? Rozświetlają...

Materialnej komnaty

Złociste oblicze.

Nie szukam posagu

Co? Utożsamia...

Człowieka z arkadią

Bez prawdziwej miłości.

Lecz podróż odbywam

Po krainach...

Znanych tylko sobie.

I szukam kwiatu jednego

Co? Płonie niegasnącym zniczem...

Wśród przechodnich wiatrów,

I kropelek słodkości.

I szukam drogi jedynej

Co? Błyszczy się niczym mleczna...

I umiera miłość czysta

Bez słów i powietrza.

Zwiastun

Zmienne są przyczyny i okoliczności

Nadszedł mój zwiastun, zwiastun miłości

Kalkulator pocowości

Komiczna sytuacja

Tylko wyobraźnia ucieleśnia

Nasze widzenie siebie

Sporządzić warto

Typ konstruktywności zachowania

Jako odpowiedź na presję

Bardzo miły pomysł

Ażeby całą silą walczyć

O własne stanowisko

Wspomnienie nocy...

Wspomnienie nocy, kiedy w samotności

Przezywałem wszystkie troski

Zabłąkany wśród zagubionych wartości

Wspomnienie nocy, kiedy w samotności

Próbowałem pożegnać cię na zawsze

Walcząc z siłą miłości

Wspomnienie nocy, kiedy w samotności

Żadne słowo nie leczyło rany

Którą dzięki tobie w sobie nosze?

Wspomnienie nocy, kiedy po raz pierwszy

Nie mogąc zasnąć szukałem sposobu

By przywrócić twoje oblicze

Wspomnienie nocy, kiedy po raz pierwszy

Zasłaniałem twarz chusta

By ukryć potępienie i wstyd

Wspomnienie nocy, kiedy po raz pierwszy

Ocierałem z policzków łzy goryczy

By zapomnieć, kim jesteś?


Wspomnienie nocy, kiedy?

Świat stal się mym brzemieniem

I z żalem go w sercu trzymam

Wspomnienie nocy, kiedy?

Przewracając martwymi oczyma

Ujrzałem nowego życia źrenicę...


Odwiedziny

Mówisz mi ja, na chwileczkę

Wejdę i już mnie nie ma,

Nie będę przeszkadzać,

Obiecuję, będę cichutko jak myszka.

Otwieram znów serce,

Mimo, że nie jesteś w nim gościem,

Nie umiem się zamknąć,

Choć wiem, że tak prościej.

Zaskakujesz mnie pytaniem:

Czy zmieniłbyś wszystko?

I sprawiasz, że czuję

Twą zakłamaną bliskość.

Mijają godziny, a ciebie już nie ma,

Odeszłaś skąd przyszłaś,

Zostaję, lecz już inny jestem

Z pamięci mej nie wyszłaś!

Mówisz mi ja, na chwileczkę

Nie odwiedzaj mnie proszę,

Lub zostań jeśli chcesz,

A ja się wyniosę!

Powrót pasterza

Na wprost, iść przed siebie

W 80 dni (dookoła świata)

Napełniać, codziennego doświadczenia,

Dzban i myśl co?... lata.

Akceptując zmienność w sobie

Gdy wokół plugawa rutyna,

I co dzień mądrzejszy człowiek

Nauka, piękność ludzka, dziewczyna.

I czasem staniesz, gubiąc ścieżkę

Próżno, nigdzie się nie ruszasz

Czekając odnajdujesz drogę w sobie

Której, śladów szukasz.

W butach stumilowych wracasz

Do miejsca, w którym zmylił cię trop

I stópka za stópką idziesz wesoły

Skacząc, a później mówiąc hop.

Nie, nie rozumiem...

Spadasz delikatnie w me dłonie

Jak listek w ramiona ziemi?

Porwany z drzewa i pieszczony wiatrem,

Ja przyciskam cię do serca,

Oddając całe swe ciepło.


Układasz przy mnie swe ciało,

Jak brakujący element?

Porwany z dziecięcej układanki,

Ja dokładnie przypasowany,

Zanurzam w tobie myśli.


Olśniewasz mą skołataną duszę,

Jak promyk taflę wody?

Porwany ze środka płonącej planety.

Ja łzę radości z serca ronię,


Spadasz delikatnie w me dłonie

Jak listek w objęcia śmierci?

Porwany mimowolnie z wiosennego drzewa,

Ja oddaję tobie całe swe ciepło,

Bo w sercu cię noszę.

Nad rzeką po dolinie

Nad rzeką po dolinie, kroki pielgrzyma

Idę nocą bo tak lepiej, idę nocą myśl otwarta

Ciemność skrada się mym cieniem

A codzienność jest spojrzeniem, które noszę

Milczę zatem, choć słów w ustach mam bez liku

Milczę…, choć słów milion na języku

Cień wiruje różnokształtny, odsłaniając swoje pozy

Czy to mój cień? Kto tam stoi?

Rozglądam się starannie penetrując okolicę

Stoję sam, słyszę tylko ciszę, ciszę…

Milczę zatem, choć słów w ustach mam bez liku

Milczę…, choć słów milion na języku

Ruszam w przody krok za krokiem, wolniej…

Walka moja ze zmęczeniem, -no dalej-

Czemu czujesz się samotny?

Dzień znów wstanie, wszystko zmieni…

Czekam idąc, hm… stoję?

Zwyciężyłem jedno życie,

Teraz wiem –moje-

Milczę zatem, choć słów w ustach mam bez liku

Milczę…, choć słów milion na języku

Niewidzialni

Młodzi, mali, bezbronni

-Okruchy świata-

Rozsiani po ziemi

Jak trawy ziarna?

Starsi, więksi, bezbronni

-korzenie pomyślności-

Zdolni odejść

Nie wracając

Starzy, wielcy, bezbronni

-wysokie pędy-

Schowani w przestrzeni

Niewidzialni...

Na barku

Ot jestem, we własnej osobie

Dostarczam wam smutku

Dostarczam go sobie.

Ot jestem, we własnej osobie,

Dostarczam radości

Wam i sobie.

Ot jestem, we własnej osobie

Niezmienny w dążeniach

Nie zmienny w osobie.

Ot jestem, i znikam po trochu

Tworzywo sztuczności

Zabija mnie w prochu

Ot jestem, i znikam po trochu

Na barku nosząc niewygody

Jak na ziarnku grochu.

Moja mała Ferdydurke

Życie człowieka podobne do morza

Nad horyzontem

W spotkaniu dwóch światów

Nieznajoma jest zorza


Wzburzone powiewów nonsensem

Na powierzchni

W miejscu zatacza koła

Ogromu ciężkim jest przęsłem

Bezszelestna oaza spokoju

W bezkresnych głębinach

Nieznana dokładnie

Jest elementem podboju


Pozorów niebezpieczeństwo

Co kryje się na dnie?

Płynna zmienność podstawy?

Czy walki o życie przekleństwo?

Kationizacja

Przeprowadzone rozmowy

Negocjacje i wywiady

By znaleźć połowę natury

Połączyć w całość.

Wiele prób spalonych

Dosłownie i w kontekście

Poznane życie w niekształcie

Rzeczywistość –nieprawdą...

Motywów życiowych

Na palcach nie zliczy

Dlaczego podobnie?


Światła szaleją???

Obrazy znane, te same

Choć różnią się spojrzeniem

Sztuka kochana powraca

Ach… pocieszenie

W innym wymiarze całości

Na pół dzielone, braki

Jak głęboko wrosły korzenie?

Powrót pielgrzyma…

Znajomość życia inaczej?

Jak?, osądzić można różnie

Zmiany w środku psychiki

Na zewnątrz smutek

Własna pustelnia świątynią

Moje mojemu dla mnie

Rączka rączkę myje

A umysł rozlany w wannie!

Hiper konstrukcja

Wieczorami, chyląc głowę w natury puchu

Odkrywam smak twej nieobecności

Jedyne, niszczące, miłosnej woni oblicze

To brak poczucia twojej bliskości.


Nocą, będąc gościem w snów krainach

Rozdygotany, przebudzam się w gniewie

Bo nie ma ciebie przy mnie blisko

Znów! Nie czuję ciebie.


Ranem, otwierając powolnie ropne oko

Odwracam błagalny wzrok ku tobie

I w zamian widzę puste miejsce

Po ukochanej osobie.


***

I wiem, że jesteś blisko

A oddalamy się od siebie

I czarowałem magiczną iskrą

Lecz jak w lustrze widzę siebie


Dręczy mnie myśl bolesna

Iż wszystko skończy się nagle

Odejdziesz, zmęczona, ode mnie

Znikniesz, jak myśl po diable


Bo gdy nic nie robiłem

Odczuwałem smak twej bliskości

A, gdy teraz walczę

Czuję smak bezradności.

Magia

Spojrzenie… tunelem miłości

Ciało całe w dreszczach,

Powietrze nabrane mocno w płuca

I myśl…

Poranna trzeźwość, i szept…

Zostań.

Dotyk opuszka, delikatnie tss…

Tryska, szaleje, wybucha

Znów dreszcze, i śmiech…

Radości.

Splecione ciała,

Rajska pokusa.

Chęć poznania… początek

Idiosynkratyczne położenie

Wspólny świat

Tworzenie…

Ichynstwo

Znane są ludziom zasady chodzenia

Gdy nawet upadną nic to nie zmienia

Wstają uparcie ocierając rany

I dalej idą.

Idą tacy sami.

Znane są ludziom zasady jedzenia

Gdy się zakrztuszą nic to nie zmienia

Popiją wodą przeczyszczając organy

I dalej jedzą.

Jedzą tacy sami.

Nie trzeba siły, nie trzeba odwagi

Walkę o życie zakodowane mamy

I póki nie zawładnie nami szaleństwo

Jest w nas głęboko tylko Ichynstwo

Gniazdo

W małym, magicznym miasteczku

Miejsc romantycznych jest w brutt

Chodzę po nim wesoły codziennie

Nie robiąc nikomu szkód


Wychylam się z nad krawędzi

Przeżywając dotkliwie fantazmy mieszkańców

Chciałbym odnaleźć w nich cząstkę

Wyrozumiałych pomieszańców


Błąkam się między sztucznymi ciałami

Przekonany zupełnie o swym darze

Bo łaziki są zaprogramowani

A ja chodzę i marzę


Może nie dane mi się zatrzymać

i będę musiał zmienić swe miejsce

Lecz czy dostanę możliwość skromną?

Zabrać ze sobą swe serce?