niedziela, 14 listopada 2010

koledzy

czas
dostosowany do otoczenia
bezmiar interakcyjny
jakim być?
dużo strat od szczerości
dużo strat...
nagminna napaść na osobowość
powód rozterek nie jest prosty
głębiej, żałosny
za chwilę przyćmi dzień
konwersacji mnogości
znów napastliwy
znów żałosny

wojownik musi być sam

czwartek, 4 lutego 2010

mimi

jebana pustynia
piekielnia rządzona przez rszczypały
radości czerpiesz małą iskrę
a nad tobą otaczający świat
rozwijasz piękności zmysły
i co? masz żyć sam
bo choć lekkie i delikatne twe myśli
wokół się roi brzydki, leniwy pat
chcesz mistyczne tworzyć misje
chcesz stanąć do abstrakcji bram
i płodzić swe złote listki
jak zaczarowany kwiat
cóż skrajnie pojmowane istnienie
skrajnie oceniany ten świat
chcesz mieć me skrajne myśli
bo po środku wieje tylko wiatr
unosi tych co w pół myśli
językiem chlapią od tak
możesz być ponad wszystkim
ale cóż z tego
jak będziesz zupełnie sam

poniedziałek, 13 lipca 2009

sanczo pansa

śmieję się często z siebie
moralność mi mówi:
wolno ci się z siebie śmiać
choć nie znam z natury pomysłu
ubarwiam sobie życie jak
w zaczarowanych misiach
tęczowy świat
można być pustelnikiem
i ciszy bogactwo znać
można też być społecznikiem
i ślepo brnąć przez świat
oczy otwarte szeroko
telewizyjny raj na gnojniku
i walka o pilota bo teraz oglądać chcę ja
tak to bywa 70 % w przeliczniku
sposobem przeżywa ten świat
brzydzę się tym pustkowiem
przesiany przez sito przyjaźni kształt
znajdujesz w garści utknięte zapisy
przyjaciel twój jest jeden, może dwa
kręcą cię fazy, kręcą imprezy
zostajesz na nich od zmierzchu do świtu
na ścianie wyryte więzienne zdobycze
jesteś gonzales - kapitan pękniętego odbicia
choć inaczej kształtowało cię bycie
kształtujesz swą przyszłość malutkim przebłyskiem
dostaniesz strzałów miliony z nikąd
i zniknie w przestrzeni myśl o życiu
lekkim jak piórko puszczone na wiatr

piątek, 27 lutego 2009

moralność

ciężko zadawać jest rany,
moralność żyje jak brat
wepchnąć w serce żelazo
zdobyć chciwości kwiat

udawać później, już nad ranem
wzrokiem subtelnie robiąc zwiad
oblany krwią złożonej ofiary
zakładać na siebie niewinny płaszcz

gniewne serce w rozum bije
policzkuje, wyzywa, nie chce znać
pyta, jak ten człowiek żyje?
moralność to jego kat

pole

to pole pomysłów
inaczej patrz,
choć drążę naturę umysłu
nie mogę przestać się bać

w fotelu wygodnym by usiąść
i tak siedzieć niczym gad
bez stwórstwa nowych domysłów
można też stać

powieje do ciebie świeżością
od razu więc ją łap
proszę korzystaj, bez namysłu
potem zamknij - zapomnij
kto dał?
- początek tego pomysłu-
i kto pole to siał?

pamięć ulotna w tych sprawach
i stąd ten wielki strach
żeby na pole weszli wszyscy
i każdy brał to co chciał

środa, 19 listopada 2008

w kan-i-onie

nieopatrzne myśli
przybywające jak fala do brzegu
chcą lawirować w poczekalni pomysłów

trudno, nie wolno ich powstrzymywać
niech budują

kolejne dni
upływają w zaciszu muzycznej przygody
układają nieskończenie subtelne
fraktale umysłu

to nie może być samotność
nie pora?

pod postacią pytajnika
gdzieś tu się chowa
ta mała, magiczna różdżka
co rozwiałaby te słowa

brak konstruktywnej logiki
rozbiłby głowę jak z prochami ojca dzban
ot tak

pozostawiłby tylko ślad
nieznaczący w kodeksie domysłów
lub całkowity brak
satanistycznych zapisków

sobota, 8 listopada 2008

Opakowanie

Serwowane w życiu publicznym
danie
kolorem, kształtem ma paść
znana maksyma banalna i prosta jak na niebie znak
nie spróbujesz nie smakujesz
znasz dylemat! Masz?

brylant pieści twą pokusę
podoba się, podoba
neuronowe informacje przekazywane obrazem
milisekundy, decyzja na tak
otwierasz, widok skusił
gleba! podłożona noga
Ty to zaczęłaś
Pandora! suko!

Osobowość
nieruchliwa jak kamienna góra
a bodziec wizualny przelotny
ponad miarę czasów ważny

Sztuczne tworzywa
Ikony w opakowaniu
Urządzenia, technika, pieniądze, lekarz, zabieg
I masz
Złoty krążek - Zaczarowany

środa, 26 marca 2008

inności

chwila wytchnienia - samopas istnienia

środa, 12 marca 2008

mały kosmos

Człowiek,
Otoczony tępą manią,
Dążeń do ideałów - własnych
Poprawy - ulepszeń
wewnętrznych wartości
zewnętrznych widoków siebie
zostawia przestrzeń
Małe odbicie pragnień
Dostępne dla jego "widzi mi się"

Człowiek,
Zamknięty w pudełku
Własnych marzeń - sennych perwersji
Szęściem - beztroską
Odbija nielegalność świata
Kreując własną gwiazdę
Na bezkresie niebios
Marzy - marzy - marzy

Człowiek,
Mijający z duchem czasu
Kreujący tożsamość - własną
Rozwija skrzydła feniksa po omacku
trwa w wyniosłości swego istnienia
trwa w chwili upojenia
A potem na codzień
Spada - docenia

baletnica

wylewa z siebie słowa
jak turbina odrzutowa
przedziera sie zgrabnie po niewidzialnej płaszczyźnie
z manekinem wokół lawiruje
obróci słowami i tak zachachmęci
że wzrok nie dotsrzeże
ucho nie dosłucha
a ona na stópkach, na paluszkach
delikatnie truchta

tańczy z emocjami
igraszki sobie urządza
baletnica - prima nova
we mnie dreszcze wzbudza
jest groźna

zmienna jest jej posać
gdy źle zatańczy z tobą
i kręci się
i nęci się
a potem wybucha nowa fala
gracji w rozkosznym stylu
i znów na stópkach, na paluszkach
po cieńszej linii truchta

pogrywa z ludźmi
w pole często wpuszcza
baletnica - lordinnia sadów zielonych
dla siebie tylko tańczy
hiena

piątek, 22 lutego 2008

Zaduma

Przychodzi powoli rozmyślań melancholia

Ogarnia cię wtedy gdy w tobie jest wojna

Pochłania twe myśli, pochłania twe ciało

Rozdziera… na strzępy!

Krzyczy… przeładuj.


W nurt cię porywa gdzie przygoda czyha

Wybór niewielki – jest jedna

Złość serce rozpycha

Marazm i smoła określają stan bycia

Wykładasz na ławę,

Chyba że masz coś w sobie do ukrycia


Tłumaczeń jest wiele choć ta sama sztuka

Szkiełko i oko

patrzy a nie słucha

Zmienić dla zmiany

By nie trwać w próżni

ST.


Zaczynasz powoli bo opór jest wielki

Zrzucasz z siebie maski

Marynarkę, koszulę, skarpety, spodnie, szelki

Potem powoli zabierasz się za bliskie

Chcesz wymienić modela

Bo stary jest i brzydki?


Ten punkt spojrzenia zadumany w myśli

Ewoluuje w szereg nowych ziaren prawdy

w tobie…

Jeśli nawet nic nie zmieni się w okolicy

Szkiełko i oko patrzy i liczy.

sobota, 12 stycznia 2008

kolokwializm

skąd mam ten ślad
skąd mam te znaki
czy może jestem inny
a może jestem nijaki

szepty płyną do uszu
to rozmowy poważne
choć je rozumiem
traktuje je jak doraźne

nie zmienia nic mówienie
choć wyperswadowałem słów kilka
znane jest mi spojrzenie
że za krótka jest ta piłka

chowam ręce za siebie
twarz w kolana upycham
myślę sobie, że korzeni
i tak nie dotykam...

inności

rzeczywistość jest nierealna do urzeczywistnienia

niedziela, 25 listopada 2007

polsko-m

zostawiam ślad
wykuty w kamiennym pyle
jak odbita stopa w przybrzeżnym piasku
- fala go zmyje

splatam wyrazy
alfabetem łacińskim w stron kuluarach
w zeszycie zapisane życie
w polskim państwie
w polskim słowie
w polskim micie
w polskim domu
w polskiej wódce
w polskiej polityce
i w polskich potrawach

podejmuje decyzje
figo-fago nie w mym typie
jest lwie serce i dużo odwagi
zostajemy -wygrywamy życie

środa, 21 listopada 2007

Czekanie...

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
Horyzont zmienia się w monotonię czasu i ciszy...

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
Informujemy uprzejmnie, że minęła kolejna minuta życia,
-jakbym tego nie wiedział-

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
nieustanność - milionowy przebieg wskazówki
-lepiej jak w starym mercedesie-

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
jakby w głowie młoteczki uderzały puk puk...
taniec z czasem

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
jak informacje; upływa młodość ciała
dziękujemy za sekundnik i lustro

Tik Tak... Tik Tak... Tik Tak...
mnie rozpier..ala.

czwartek, 15 listopada 2007

XXI - sztuka w nowym wydaniu

Dźwięków nadętych głupot
Nowinki do ucha by uchem
psyt - a ona, psat - a on,
Panteon w politeiźmie płaszczyzną
Sztuką w XX wydaniu

Farbą rozlane ulice
Miliony nowych obrazów
ech - a wczoraj, ach - a dzisiaj,
Rośnie w oczach nieczułość bytu
Sztuką w XXI wydaniu

Niewierność potęgą szatana
Prawdziwość w web.comie
ty mówisz ja jestem sztuką,
ja mówię jestem cesarzem,
Bajką o dwóch takich...,
co idą razem pod ramię
Tak właśnie ze sztuką
nowe będzie wydanie...

moje zapiski

Stanowię cząstkę tamtego czasu
W proch obraca się przeszłość
W słowa ubieram myśli
Bym mógł przy nich odetchnąć

Twarz zwrócona w promień słoneczny
Rozmarzona głowa wybyjała w obłokach
Lecę! Lecę! Lecę...

Kurz buchający w oczy
Mrozi milowe kamienie
Gdy wracam do nich myślą
Czuję w sobie odprężenie

Zamknięte oczy migot obrazów
W transie schowane orgazmy
Płonę! Płonę! Płonę...

czwartek, 8 listopada 2007

Jesteś

Dopadłaś mnie!
Wiedziałem, że nie będę musiał długo czekać.
Nadeszłaś tak nagle,
Wiem dlaczego znów przyszłaś.


Mogę powiedzieć:
Spodziewałem się ciebie trochę wcześniej.
Dawno, dawno!
Nie czułem na sobie tych dreszczy.


Postać odległa?
Poznałem cię od razu, widziałem dziesiątki twych twarzy.
A jednak!
Twoja osoba jest nadal mi obca.


Ugaszczam cię!
Mam tylko słabośc na kolejne twoje oblicza.
Odporność jest obroną!
Następnym razem bardziej postarasz się tu dostać.

Pytania...

Ruszył pociąg, osobowo-osobowy

Podróżuje do swego wnętrza

Zwanego bardzo zagadkowym?


Przemierzam cierpień pustynie

Wbrew swej woli idę

Patrząc czy nic mnie nie minie?


Błądzę po świecie szukając ciebie

Nie wiedząc jak wyglądasz

Czy spotkam cię dopiero w niebie?


Czasem wątpię zatrzymując kroki swe

Lejąc łzy strumieniem

Pytam Boga czego chce?

Własne wartości

Komiczna sytuacja:

Tylko wyobraźnia ucieleśnia - Nasze widzenie siebie


Sporządzić warto;

Typ konstruktywności zachowania - Jako odpowiedź na presję


Bardzo miły pomysł:

Ażeby całą silą walczyć - O własne stanowisko

Ziarnko

Wysyłam do ciebie

Ziarnko goryczy

Gdy wykiełkuje

Błędy twe policzy

Staniesz się wtedy

Bogata w mądrości

Których nie zaznasz

Dzięki pomyślności

Natury swej oblicze

Poznasz dokładnie

Lecz to co wstawało

Nagle upadnie!

Pani Jesień

Zwiędły listek spada z drzewa
Idzie jesień - Piękna Dama!
Pałszczem z liści jest odziana.
Wody sznurki lecą z chmurki
Chodzcie do mnie w me pazurki
I słoneczko !
Niech nie kładzie się w łóżeczko
A tu listek - a tu drzewko...

Widzenie

Widzę dusze czyste - a nie myte
Słyszę głosy puste - ale chwytne
Lubię słowa proste - a zawiłe
Czuję dotyk tkliwy - a nie własny
Kocham mieć swą miłość - a nie zawsze
Takie zycie krótkie - a nie łatwe

poniedziałek, 29 października 2007

hity ze zdartej płyty

przeglądałem zapiski - zakurzone w pyle
więcej w nich było myśli - nie policzyłem ile

dziewiczym piórem - zapisane dzieje
dziewiczym okiem - wymalowane myśli

mądrość w zapomnieniu -
mądrosć w nieporozumieniu -

inności

gdyby można było dozować życie
to już dawno bym przedawkował

inności

człowiek ulega pokusom:
bycia najważniejszym
bycia najlepszym
bycia jedynym
bycia głuchym
bycia gadatliwym
bycia gwiazdą
bycia ofiarą

...
-
-
-
- bycia samolubem



egoizm - źle sformuowana reguła silnego odczuwania potrzeby kochania samego siebie

inności

jedyny sposób na poznanie drugiego człowieka to wyciszenie własnych żądzy

inności

walka dobra ze złem istnieje tylko dla publiczności

inności

z braku siły to i piórko za ciężkie do dźwignięcia

inności

nieporozumienie wynika z braku cierpliwości

inności

trudno oceniać przybytku siłę
nie troszcząc się o własne zdanie

czwartek, 11 października 2007

sok z życia

stópka za stópką
zmierzamy w nieznane
chwile ulotnie - przez palce
chwytamy esencję
sok z życia

jeden po jeden
kręci się życie
słabość - objawiona złością
wytknietę błędy otoczenia
brak tolerancji

2007, 2008, 2009...
otwarte drogi
konformizmem - nabyte schematy
w tłumie samotnia
wiem że tak łatwiej

stópka za stópka
nabieraj pędy
siła - przeżyte życie
zerwać ze schematem
otwartość

Ulotnie przelotnie…

W palecie jestestwa

Proszę powietrza

Choć dymu wokół niczym wiatru

Kto ty jesteś, patrzę na ciebie z bliska

I płynie nuta, wiem że między nami jest iskra.

Stop, zatrzymam się w myśli na chwilkę

O co mnie pytasz, znów tajemnica

Dzwoni telefon.

środa, 10 października 2007

Król much

Kogo witam kogo goszczę?

Pozwól panie że uproszczę

To jest słońce, a to kupa

Słońce światło – kupa zupa

Kto przybywa kto przychodzi?

Pozwól panie bo to szkodzi

To jest brat wspaniałej mości

A to przydupas, każdy jej zazdrości

Dosyć gadań i tych bzdur

Głupiś ty jest jak ten wół

Słońce, kupa, brat, przydupas

Niech cię diabli

Tęsknić…

Widziałem kwiaty purpurowe

O niezrównanej urodzie

Widziałem niebo srebrzyste

Jak łuska w wodzie

Ziemię oblaną w błękicie

Co tęczy oddaje swą zorzę

I księżyca źrenicę

W czerwonym kolorze

Czułem w sobie szaleństwo

Od skalnego uroku

I zboczyłem z mej drogi

Nie zmieniając kroku

Lekki powiew wiatru

Schwytany w białe żagle

Zmiana, selektywna odwrotność

Tak szybko, tak nagle

I czasem siadam samotnie

W kącie jak mysza

Powracam do złudzeń

Lecz w sercu jest cisza

Znikają żagle, skały, kwiaty

Odchodzą by nie nęcić

I zostajesz ty!

Dzięki tobie umiem tęsknić…

Tak mało trzeba

Noce, niespokojne, zlane smugą deszczu

Troski dnia codziennego

Nie pamiętne chwile szczęścia

Lecz niematerialnego.

Dążenie, chaotyczne, do doskonałości

W milczeniu przebyta droga,

W samotności przetarty szlak

Z prośbami do Boga.

Zmiany, trudne, własnego wizerunku

Ukazane niepełne komunikaty

Ukryte programy w rozmowach

I cel: Być bogaty.

Do szczęścia tak niewiele...

Z przyjacielem u boku

Który, w zagadkach życia

Dotrzyma Ci kroku

Słówietrze

Nie szukam klejnotów

Co? Rozświetlają...

Materialnej komnaty

Złociste oblicze.

Nie szukam posagu

Co? Utożsamia...

Człowieka z arkadią

Bez prawdziwej miłości.

Lecz podróż odbywam

Po krainach...

Znanych tylko sobie.

I szukam kwiatu jednego

Co? Płonie niegasnącym zniczem...

Wśród przechodnich wiatrów,

I kropelek słodkości.

I szukam drogi jedynej

Co? Błyszczy się niczym mleczna...

I umiera miłość czysta

Bez słów i powietrza.

Zwiastun

Zmienne są przyczyny i okoliczności

Nadszedł mój zwiastun, zwiastun miłości

Kalkulator pocowości

Komiczna sytuacja

Tylko wyobraźnia ucieleśnia

Nasze widzenie siebie

Sporządzić warto

Typ konstruktywności zachowania

Jako odpowiedź na presję

Bardzo miły pomysł

Ażeby całą silą walczyć

O własne stanowisko

Wspomnienie nocy...

Wspomnienie nocy, kiedy w samotności

Przezywałem wszystkie troski

Zabłąkany wśród zagubionych wartości

Wspomnienie nocy, kiedy w samotności

Próbowałem pożegnać cię na zawsze

Walcząc z siłą miłości

Wspomnienie nocy, kiedy w samotności

Żadne słowo nie leczyło rany

Którą dzięki tobie w sobie nosze?

Wspomnienie nocy, kiedy po raz pierwszy

Nie mogąc zasnąć szukałem sposobu

By przywrócić twoje oblicze

Wspomnienie nocy, kiedy po raz pierwszy

Zasłaniałem twarz chusta

By ukryć potępienie i wstyd

Wspomnienie nocy, kiedy po raz pierwszy

Ocierałem z policzków łzy goryczy

By zapomnieć, kim jesteś?


Wspomnienie nocy, kiedy?

Świat stal się mym brzemieniem

I z żalem go w sercu trzymam

Wspomnienie nocy, kiedy?

Przewracając martwymi oczyma

Ujrzałem nowego życia źrenicę...